Wirtualni jasnowidze wokół nas

Chyba każdy z nas ma wokół siebie tego jednego znajomego, który jest wielbicielem teorii spiskowych. Przekonanego, że jego telefon jest na podsłuchu, każdy ruch jest śledzony, a tajemniczy ONI wiedzą, co zrobił i jakie ma plany na najbliższe godziny, dni, a nawet lata. Sęk w tym, że ten znajomy może mieć trochę racji. 

Informacja pełni w naszej rzeczywistości kluczową rolę. Jest niezbędna firmom, które chcą skutecznie promować swoje produkty i usługi, aby celnie trafiać z komunikatami reklamowymi do potencjalnych klientów. Jednocześnie, gdy zajrzeć w mroczne odmęty Darkwebu, okazuje się, że te wszystkie tak skrupulatnie chronione przez nas dane są warte około 1200 dolarów. Jak pokazuje ubiegłoroczny Internet Security Threat Report, wykradziona karta kredytowa z pełnymi danymi to dla potencjalnego kupca koszt rzędu maksymalnie 20 dolarów. Za dostęp do usługi chmurowej danego użytkownika trzeba zapłacić połowę tej kwoty, a za wykradzione dane medyczne nie więcej niż 35 dolarów. Obiektywnie patrząc, są to niewielkie sumy za informacje, które mogą zupełnie zmienić życie drugiego człowieka. 

Między cybermłotem a kowadłem

W tej rzeczywistości, w której cyberprzestępcy na każdym kroku czyhają na kiepsko zabezpieczone konta, słabe hasła i momenty nieuwagi, wzmożona czujność staje się przymusem. Z chęcią przyjmujemy więc nowinki technologiczne, takie jak zabezpieczenia biometryczne i weryfikację dwuetapową, dzięki którym możemy poczuć się trochę spokojniejsi o swoje cyfrowe zasoby. Staramy się uciec przed cybermłotem, nim ten zbyt mocno da nam po głowie. Ale po drugiej stronie mamy kowadło, nawiązując do popularnego powiedzenia. Jest nim lawinowo rosnąca liczbę kamer i rozwiązań z zakresu monitoringu, którymi władze miast i państw starają się zapewnić społeczne bezpieczeństwo. Zdaniem analityków z IHS Markit, w przyszłym roku liczba urządzeń monitorujących na świecie osiągnie jeden miliard. Już teraz, co pokazują wyliczenia ekspertów, w krajach takich jak Chiny czy Stany Zjednoczone przypada około 15 kamer na każdą setkę obywateli. A to już wielu z nas może się nie podobać, bo przecież nikt nie lubi być śledzony i ciągle obserwowany. 

To jednak tylko początek, bo już za moment systemy monitorujące będą wspomagane rozwiązaniami sztucznej inteligencji, a wtedy w nasze progi zawita świat rodem z hollywoodzkiego przeboju Raport Mniejszości. Nasze kroki będą wnikliwie analizowane przez cyfrowych „jasnowidzów” i nic się przed nimi nie ukryje.

Sztuczna inteligencja przewiduje przyszłość 

Mówi się, że mózg człowieka jest najbardziej skomplikowaną strukturą we wszechświecie. Z pozoru jesteśmy nieodgadnieni. Gdy jednak do pracy zabiera się analityczny „umysł” sztucznej inteligencji, zasłony opadają i okazuje się, że bywamy również dość przewidywalni. Na tym właśnie ma bazować SI w roli strażnika spokoju – jej zadaniem będzie uważne obserwowanie zachowań ludzi i wyłapywanie oznak potencjalnego zagrożenia. Na bazie milionów wcześniejszych nagrań, porównań i analiz, portretów psychologicznych oraz danych historycznych, cyfrowi stróże będą starać się przewidzieć ryzyko, nim do niego dojdzie. 

W praktyce może to wyglądać tak, jak podczas pilotażowego programu jednej z japońskich firm, która stworzyła rozwiązanie wymierzone w złodziei sklepowych. Opracowana sztuczna inteligencja wykorzystuje monitoring i dane dotyczące mowy ciała, by odpowiednio wcześnie namierzać przestępców i informować obsługę. Na czym bazuje SI? Procentowe wyniki opiera na zachowaniach, które okazują się łączyć wszystkich drobniejszych złodziei – od wzmożonego rozglądania się wokół, przez bezcelowe błąkanie się między półkami i dającą się dostrzec w ruchach nerwowość. Czy będzie zawsze trafnie wskazywać? To pokażą testy, ale właścicieli wielu sklepów z pewnością projekt ucieszy, choćby ze względu na wartość prewencyjną. 

Z podobnych względów w stronę wspieranego sztuczną inteligencją monitoringu spoglądają firmy z innych sektorów. W zaawansowanej analityce dokonywanej przez SI leży m.in. nadzieja na zwiększenie bezpieczeństwa klientów dużych centrów handlowych, którym mogliby zagrozić terroryści czy zamachowcy. Obecnie zapobieganie takim atakom jest w praktyce niemożliwe, ale wszystko mógłby zmienić cyfrowy jasnowidz, na przykład wyłapując wchodzącego do kompleksu podejrzanego z rejestru policyjnego lub dostrzegając ukrytą broń. 

Nie muszę chyba też nikogo przekonywać, że potrzebujemy wsparcia sztucznej inteligencji, by zadbać o właściwą ochronę naszych cyfrowych zasobów. Wspomniałem na początku tego materiału o danych – to na nich bazuje coraz większa liczba organizacji z całego świata. Gdy wykradać je spróbują opracowane przez hakerów sztuczne inteligencje, nawet najbardziej profesjonalne zespoły IT będą bezradne. Wtedy z pomocą przyjdzie im sztuczna inteligencja-strażnik, stająca twarzą w twarz ze swoim nemezis. Bo tylko ona będzie w stanie utrzymać tempo działań wroga. Zresztą, w tym kontekście o SI wspomina się przy omawianiu tematu bezpieczeństwa cyfrowych operacji finansowych. Żaden człowiek nie jest w stanie równie szybko i dokładnie przeanalizować tysięcy historycznych transakcji, by dostrzec próbę wyłudzenia. To umie tylko wirtualny jasnowidz.

Zdani na maszyny

Sztuczna inteligencja może wnieść wiele dobrego do naszego życia, co pokazują wymienione wyżej przykłady. Z tyłu głowy jest gdzieś jednak ta obawa, że wszystko wymknie się nam spod ludzkiej kontroli. Pamiętajmy o jednym – z SI nie mamy większych szans w bezpośrednim starciu. Nasze umysły są potężne, ale przewidywać przyszłości nie potrafią. Dla SI tymczasem to nie problem, o czym przekonali się jakiś czas temu gracze popularnej gry strategicznej Starcraft II. Nauczona na bazie własnych doświadczeń i treningów, dzisiaj podejmuje ona najmniejszą decyzję na wirtualnym polu walki spośród 100,000,000,000,000,000,000,000,000 potencjalnych opcji. I tak, bierze wówczas pod uwagę wszelkie możliwe kontry i zagrywki ze strony swojego ludzkiego przeciwnika. Z takim oponentem nie sposób wygrać.