Magda i jej koty – Magdalena Trautman #ExceptionalPeople

share

Magda i jej koty

_________________________________________________________________________________

Przedstawiamy Magdalenę Trautman, Inżynierkę testów z GlobalLogic Koszalin, osobę o wielkim sercu, dla której pomaganie bezdomnym kotom stało się sensem życia. Magda opowiedziała swoją historię związaną z charytatywną działalnością na rzecz zwierząt.

_________________________________________________________________________________

Od jak dawna pomagasz zwierzętom i jak to się w ogóle zaczęło?

Staram się pomagać zwierzętom od kiedy tylko pamiętam. Nawet jako dziecko zawsze ciągnęło mnie do zwierząt, szczególnie do kotów. Rodzinnie przygarnialiśmy tzw. “bidy”, których nikt nie chciał. Zajęliśmy się np. skrajnie wychudzonym, przejawiającym agresję psem ze schroniska, czy kilkudniowym kociakiem, który stracił matkę. Można więc powiedzieć, że od zawsze rozumiałam potrzebę pomagania naszym braciom mniejszym, a z wiekiem uświadomiłam sobie skalę problemu bezdomności.

Kiedy adoptowałaś pierwszego zwierzaka?

W 2017 roku adoptowałam pierwszego kota, którego mogłam nazwać swoim, a nie rodziny. Przyjęłam go jako dom tymczasowy z fundacji. Kot był schorowany i strachliwy. Sporo czasu zajęło mi zdobycie jego zaufania. Podczas tych chwili zakochałam się nie tylko w nim (i zdecydowałam, że ze mną zostanie), ale i w samym pomaganiu. Zabrzmi to banalnie, ale znalazłam sens życia – jeśli moja obecność na tym świecie sprawi, że chociaż kilka istot będzie miało dzięki mnie lepiej, będę mogła śmiało powiedzieć, że nie żałuję niczego. 

Na czym dokładnie polega twoja działalność na rzecz bezdomnych kotów?

W dużym skrócie – staram się pomóc jak mogę, kiedy mogę i komu tylko mogę. Razem z siostrą i naszymi mężami zajmujemy się głównie kotami. Można je podzielić na dwie kategorie: koty środowiskowe (nazywane często wolno żyjącymi), które nie są oswojone oraz koty bezdomne, czyli takie, które są oswojone. Taki podział nie jest idealny, bo często zdarza się, że kot którego złapiemy jako środowiskowego, szybko się oswaja i wtedy już nie wraca na dwór, tylko szukamy mu domu.

Czy mogłabyś wymienić do jakich zadań sprowadza się w praktyce Wasza działalność?

Zajmujemy się m.in:

  1. Wyłapywaniem kotów środowiskowych

Koty nieoswojone łapiemy za pomocą specjalnego sprzętu, tak zwanych żywołapek. Takiego kota przetrzymujemy w klatce kennelowej, w której czeka na zabieg kastracji. Po zabiegu odpoczywa u nas kilka dni i jest wypuszczany w to samo miejsce, z którego został złapany. Często bywa, że taki kot jest chory, wtedy zostaje u nas dłużej, aż do wyleczenia.

  1. Wyłapywaniem kotów bezdomnych

Bywa, że zgłaszane są nam koty oswojone, które się zgubiły lub zostały porzucone. Takie koty przygotowujemy do adopcji (o ile właściciel się nie znajdzie) i szukamy dla nich domu. 

  1. Edukowaniem

Staramy się edukować innych odnośnie poprawnej opieki nad kotami. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy np. z tego, że sucha karma oraz karmy zawierające zboże nie są zdrowe dla kotów. Wielu właścicieli nie wie, że wczesna kastracja kota zapobiega wielu chorobom. Ważne, aby każdy właściciel czworonoga miał dostęp do rzetelnych informacji.

Wspomniałaś, że wspierają Cię mąż, siostra i szwagier. Czy każdy ma określoną rolę w tym procesie? Jak opieka nad zwierzętami wygląda u Was na co dzień?

Tak, działamy razem. Generalnie każdy robi to, co może – jeśli na przykład potrzeba przewieźć kota do weterynarza, zawozi ten kto w danej chwili jest dostępny. Gdy trzeba pojechać złapać kota/-y decydujemy „w biegu”, czy wystarczy jedna osoba, czy potrzebne będzie więcej. Gdy np. trzeba zanieść sprzęt daleko od samochodu, wtedy często jedziemy we dwójkę, bo jest łatwiej. W tej chwili, większość kotów znajduje się w moim domu. Mąż ma przydzielone „swoje” koty do ogarnięcia, a ja swoje. Trzy razy dziennie karmimy i sprzątamy. Zajmuje nam to zazwyczaj między pół godziny, a godzinę.

Co zdecydowało, że akurat kotom postanowiłaś pomóc?

„Bierzesz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś” – tak się mówi. Doprowadziliśmy do tego, że kot domowy ze zwierzęcia towarzyszącego człowiekowi zmienił się w gatunek inwazyjny. Występuje praktycznie wszędzie, mimo że nie jest przystosowany do życia bez naszego wsparcia. Może ktoś się ze mną nie zgodzi i powie, że przecież koty świetnie sobie radzą i że już nauczyły się żyć na wolności… Ktoś, kto mówi coś takiego, najwyraźniej nie widział tyle, co ja, która pomagam zwierzętom na co dzień. 

Koty to bardzo delikatne stworzenia. Wiedzieliście, że kot ze stresu może dostać zapalenia pęcherza? Kto pomoże kotu środowiskowemu z takim problemem? Kto w ogóle zauważy, że on ma taki problem? Koty cierpią często w milczeniu, niezauważone. Umierają po cichu, w piwnicach, zaułkach, krzakach. O większości z nich nikt nigdy się nie dowie. Sytuacja kotów jest dużo bardziej tragiczna niż psów. Psy mają dużo większą szansę otrzymać pomoc.

Ile bezdomnych kotów znajduje się zwykle pod Waszą opieką?

Zazwyczaj między 15 a 20 sztuk. Ta liczba ciągle się zmienia, bo część kotów zostaje złapana tylko na kastrację (i ewentualnie leczenie). Takie koty przebywają u nas średnio ok. tygodnia i są wypuszczane, a na ich miejsce łapiemy kolejne. W tej chwili mamy w sumie 21 sztuk. 

Jak wielu zwierzakom do tej pory pomogliście? Czy da się je zliczyć?

Udało nam się do tej pory wykastrować 162 koty i wydać do adopcji 74 zwierzaki. Oprócz nich, było mnóstwo kotów, które trafiły do nas na chwilę – np. zguby, które udawało się oddać właścicielom, a także koty środowiskowe, które przebywały z nami tylko na czas leczenia.

Czy mogłabyś opowiedzieć historię związaną z opieką nad kotami, która szczególnie utkwiła ci w pamięci?

Jeśli mam opowiedzieć tylko jedną, to będzie to historia Bezogonka, która zawsze mnie pociesza w trudnych chwilach.

Na Bezogonka trafiłam przypadkiem, podczas łapania innego kota. Wyszedł spod samochodu, z ogonem powyginanym w kilku miejscach, od połowy zwisającym bezwładnie, jak szmaciana lalka. Cały wyglądał po prostu strasznie – brudny, śmierdzący, nieufny. Wiedziałam, że jeśli teraz go nie złapię, najpewniej nigdy już go nie spotkam i do końca życia będę się zastanawiać, co się z nim stało. Więc złapałam go gołymi rękami, lądując po tym na SORze, z pogryzieniami. Bałam się go potem, ale okazało się, że był po prostu przerażony i cierpiący. Dał się poznać jako w pełni oswojony, kochany kocurek. 

Co się z nim stało? Czy udało się go uratować?

Ogon niestety trzeba było amputować. Co więcej, okazało się, że w wyniku urazu ma zrosty na kręgosłupie. Bezik był konsultowany w trzech różnych klinikach weterynaryjnych. Wszędzie powiedziano nam to samo – przeżyje może kilka tygodni. Klinika w Trójmieście nawet proponowała nam zostawić go na uśpienie, żeby „nie męczyć go niepotrzebnie podróżą powrotną”. Uparłam się jednak i postanowiłam, że będę o niego walczyć.

Pierwsze tygodnie opieki były bardzo ciężkie. Jeżdżenie na operacje, mnóstwo leków, wrzody, wymioty, odparzenia, brak apetytu. Uczyliśmy się siebie nawzajem. Bardzo dużo czytałam o kotach z podobnymi problemami, konsultowałam się w fundacjach i u innych opiekunów kotów niepełnosprawnych. Minęło już ponad 1,5 roku, a on ciągle jest z nami – kot, któremu dawano kilka tygodni życia! Jest tak niesamowicie cierpliwy i wdzięczny, że w ogóle nie przeszkadza nam opieka nad nim. Ilością miłości i tulasków mógłby obdarzyć chyba całą naszą firmę i jeszcze byłoby mało!

Niesamowita historia! Widać, że dzięki wielkiej miłości, którą dajecie zwierzakom, można zdziałać cuda. Magdo, a powiedz jeszcze jakie macie potrzeby w zakresie codziennej opieki nad zwierzętami? Czy w jakiś sposób można Wam pomóc?

Żeby pomagać, potrzebujemy całego arsenału. Niektóre rzeczy kupimy raz i mamy z nich pożytek na dłuższy czas – np. transportery, klatki kennelowe czy kuwety. Z rzeczy, które schodzą codziennie to oczywiście karma – staramy się karmić budżetowymi mokrymi karmami bezzbożowymi, takimi jak na przykład Smilla, Animonda Carny czy Feringa. Używamy roślinnego zbrylającego żwirku, który jest akceptowany nawet przez dzikuski, które nigdy kuwety na oczy nie widziały. Oprócz tego, ciągle nam brakuje np. podkładów, kocy, środków do dezynfekcji, zabawek.

Oczywiście, jeśli ktoś chciałby nas wesprzeć, bylibyśmy bardzo wdzięczni! Ważne jest jednak to, żeby nie kupować byle czego, np. najtańszych karm z supermarketu, bo chcąc dobrze, można nieświadomie kotu zaszkodzić. Pamiętajcie, że wspierając jakąkolwiek organizację lepiej spytać, co jest potrzebne i kupić mniej, ale lepszej jakości.

Skąd czerpiecie fundusze na tę działalność?

Niestety, głównie z własnych środków. Czasem tworzymy zbiórki internetowe, lecz nigdy nie pokrywają one zapotrzebowania w stu procentach. Żeby zobrazować, jakie kwoty miesięcznie są potrzebne, powiem, że na sam żwirek i karmę wydajemy między 1200-2000 zł. Zdarza nam się otrzymać pomoc od lokalnej fundacji, która decyduje się pokryć koszty weterynarza dla danego kotka. Są to jednak pojedyncze przypadki, a my staramy się nie prosić fundacji o pomoc zbyt często, bo mają oni mnóstwo swoich zwierząt pod opieką.

Co jest najtrudniejsze w waszej działalności na rzecz zwierząt?

Oglądanie widoków tak drastycznych, że potem ciężko zamknąć oczy. Trudne jest też podejmowanie decyzji, którego zwierzaka uratować, a którego zostawić na pastwę losu, bo nie na wszystkie mamy miejsce i fundusze. Kiedy oddaję zwierzę do adopcji, muszę zaufać, że całkiem obca osoba nie oszuka nas i nie zawiedzie. Ciężko jest też znaleźć codziennie czas dla każdego zwierzaka i tak się zorganizować, aby ze wszystkim się wyrobić. Trudny jest też temat ignorancji ludzi, którzy rozmnażają swoje domowe zwierzęta lub biorą zwierzaka z pseudohodowli. Jest wiele traumatycznych chwil, ale także wiele dobrych. Mimo wszystkich problemów nie żałuję, że to robię.

Czy trudno znaleźć chętnych do adopcji kota? W jaki sposób zwykle szukacie nowego domu?

Wiele zależy od kota. Niestety większość ludzi patrzy tylko na wygląd i wiek kota. Prawie nikt nie pyta o charakter. Maluszki i ładne koty często mają wielu chętnych, za to o koty starsze lub niepełnosprawne prawie nikt nie pyta. Nawet gdy mamy wielu chętnych, znaleźć odpowiedzialną rodzinę jest bardzo ciężko. Ciągle panuje przekonanie, że kot to „tylko zwierzę” i ludzie chcieliby przyjść po kota, jak po mleko do sklepu. To tak nie działa. Kot to żywe zwierzę, członek rodziny, który będzie z nami przez kilkanaście, a może i kilkadziesiąt lat.

Dlatego proces adopcji składa się z kilku etapów – ogłoszenia, głównie przez internet – Facebook, OLX, a następnie przeprowadzenia wizyty przedadopcyjnej. Przy adopcji, podpisujemy umowę, a po adopcji staramy się utrzymać kontakt. Zawsze cieszymy się, kiedy dostajemy zdjęcia i wieści z nowego domu, a kiedy jest jakiś problem, staramy się pomóc.

Gdzie można znaleźć informację o waszych podopiecznych do adopcji?

Prowadzę profil na Facebooku „Odlotowe Koty – Dom Tymczasowy”, jednak ze względu na ciągły brak czasu nie umieszczam tam regularnie informacji i wszystkich kotów, jakie mam pod opieką. Najlepiej więc wypytać u źródła – czyli bezpośrednio. 

Powiedz proszę, co powinniśmy zrobić, widząc bezdomnego kota – dokarmiać czy powiadomić schronisko?

Generalnie jestem zdania, że miejsce każdego kota jest w domu. Kot nie jest gatunkiem naturalnie występującym w naszym ekosystemie. Nie mamy jednak możliwości pomóc wszystkim kotom, dlatego skoro mamy ograniczone możliwości, starajmy się pomóc tym, które najbardziej tej pomocy potrzebują.

Ważną sprawą jest też oswojenie kota. Czasem widać to od razu, a czasem nie. Bywa, że kot, który nigdy nie wychodził na dwór, ucieknie. Taki kot potrafi zachowywać się jak kot nieoswojony. Kiedy kot jest oswojony, mamy dwie możliwości: albo ktoś go wypuścił i kot mieszka niedaleko, albo kot uciekł/został porzucony. Jak ocenić, która opcja jest prawdziwa? Nie jest to łatwe… Dlatego też nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

A co jeśli kot zaginął?

Wtedy najlepiej go zabrać i zabezpieczyć u siebie w domu chociaż na chwilę. Można go zamknąć w łazience, sypialni, gdziekolwiek, żeby nie został na zewnątrz, bez opieki. Następnie robimy kotu dokładne zdjęcia, wstawiamy informację na media społecznościowe (Facebookowe grupy o zwierzętach, OLX). Można też powiadomić schronisko, fundacje, a także weterynarzy. Warto podjechać z kotem do weterynarza i sprawdzić, czy nie jest zaczipowany. Można też wydrukować papierowe ogłoszenia i rozwiesić w okolicy. W ostateczności, jeśli właściciel się nie znajdzie, a my nie możemy przygarnąć kota, można go odwieźć do schroniska. Wcześniej jednak spróbowałabym znaleźć mu dom na własną rękę.

Co jeśli kot nie jest oswojony?

Jak najbardziej możemy go dokarmiać. Może dzięki temu zaufa nam bardziej i uda nam się łatwiej określić, czy kot faktycznie nie jest oswojony. Warto pamiętać o kastracji kotów, które dokarmiamy, bo mogą one płodzić dziesiątki kociąt, które będą umierać w cierpieniach. W gminie Koszalin co roku uchwalany jest program darmowych kastracji zwierząt wolno żyjących. W tym roku także zgłosiłam projekt do Budżetu Obywatelskiego na kastrację i czipowanie zwierząt właścicielskich. Zawsze też, jeśli nie ma innej możliwości można poprosić o pomoc fundacje, czy osoby takie jak ja, które prywatnie pomagają. Staram się nie zostawić nikogo w potrzebie, na miarę moich możliwości.

Bardzo ci dziękuję za te fachowe porady i sugestie. Na koniec opowiedz jeszcze proszę o sobie zawodowo.

Pracuję w GlobalLogic już prawie 4 lata. Zajmuję się testami automatycznymi na różnych poziomach – od testów jednostkowych po integracyjne – a także dokumentacją, raportowaniem bugów i wieloma innych zadaniami. Jako że jestem jedynym testerem w naszym zespole, zajmuję się wszystkim od A do Z. Pracuję głównie w Javie, Groovym, a ostatnio zaczęliśmy tworzyć także testy UI w Cypressie, który opiera się na JavaScript.

_________________________________________________________________________________

Magdo, masz wielkie serce dla zwierząt. Bardzo dziękuję za pouczającą rozmowę. Wszystkie chętne osoby, które chciałby wesprzeć „Magdę i spółkę”, zapraszamy do kontaktu przez profil na Facebooku „Odlotowe Koty – Dom Tymczasowy”. 

_________________________________________________________________________________

A jeśli chciałbyś/abyś pracować na codzień z ludźmi o wielkim sercu, takimi jak Magda, sprawdź nasze aktualne oferty pracy w sekcji Kariera!

Autor

GlobalLogic Poland

Zobacz artykuły

Kategoria artykułu

Inne kategorie na blogu:

Popularni autorzy

Marcin Medyński

Marcin Medyński

Consultant

Patryk Siedlecki

Patryk Siedlecki

Software Engineer

Piotr Doskocz

Piotr Doskocz

Lead Software Engineer

Piotr Andrusiuk

Piotr Andrusiuk

Senior Project Manager

Monika Malucha

Monika Malucha

Senior Marketing Specialist

Archive

Check out our previous articles

Load Archives