Nie musisz być Neo – o nauce w wirtualnej rzeczywistości

Karolina Busz, Head of Marketing, GlobalLogic Poland & Croatia

Kilka kliknięć na klawiaturze i znasz wschodnie sztuki walki. Potrafisz pilotować śmigłowiec i jeździć motocyklem. Wystarczy chwila, byś opanował dowolny język lub jakąkolwiek przychodzącą ci do głowy umiejętność. „Matrix” w 1999 roku rozpalił wyobraźnię milionów, prezentując bohaterów rozwijających się w wygodny i błyskawiczny sposób w cyfrowym świecie. Nie będzie dużym nadużyciem, jeśli powiemy, że przewidział przyszłość. 

O potencjale i zastosowaniach wirtualnej rzeczywistości słyszał prawdopodobnie już każdy. Najczęściej mówi się o niej w kontekście gier, które stanowią około połowę rynku aplikacji wydawanych na urządzenia VR. Nie powinniśmy jednak zapominać, że obok tych wszystkich popularnych produkcji tanecznych i logicznych, strzelanek, bijatyk i zręcznościówek, w wirtualnej rzeczywistości możemy też pracować, komunikować się i uczyć. Zupełnie, jak Neo w Matriksie. 

Cenna wiedza w świecie wirtualnym

Od kilku miesięcy z zaciekawieniem śledzę artykuły pokazujące pomysłowe wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości, tak przez firmy, jak i ośrodki szkoleniowe, czy użytkowników indywidualnych. To, co łączy wszystkie te przykłady ze świata, to powtarzający się zestaw korzyści wynikających z treningów w świecie wirtualnym. 

  • Dużo niższe koszty – nie musimy inwestować w drogi sprzęt i zużywać materiałów podczas ćwiczeń.
  • Większe bezpieczeństwo – nie ryzykujemy zdrowiem swoim i innych, zdobywając praktyczne doświadczenia.
  • Oszczędności czasowe – możemy w każdym momencie podejść do treningu, nie tracąc czasu na czekanie na dostępność np. narzędzi.
  • Zniwelowana bariera odległości lub potrzebnego miejsca – wirtualna rzeczywistość nie ma fizycznych barier. W szkoleniach mogą uczestniczyć w tym samym czasie osoby znajdujące się setki kilometrów od siebie, nie martwiąc się choćby o ograniczoną pojemność sali.

Od pieczenia chleba po medycynę – VR w praktyce

Jak to wygląda w praktyce? Przytoczę może tylko kilka przykładów, które dobrze pokazują szerokie spektrum możliwości technologii. Nie tak dawno mogliśmy usłyszeć o jednej z polskich sieci handlowych, która rozpoczęła testy szkoleń w wirtualnej rzeczywistości. Pracownicy uczą się tak wypiekać pieczywo, co stanowi jeden z bardziej wymagających aspektów ich codziennej pracy. Jak było podkreślane przez przedstawicieli firmy – w ten sposób możliwe są wielokrotne powtórzenia i popełnianie błędów w bezpiecznym ekosystemie i bez generowania dodatkowych kosztów. W nieco innym charakterze, choć podobnej branży, wykorzystał VR amerykański Wallmart. Kilkanaście miesięcy temu sieć postanowiła przygotować, w wirtualnej rzeczywistości, zatrudnione osoby na BlackFriday. W symulacji mogli zmierzyć się z wszelkimi sytuacjami i możliwymi zachowaniami klientów, by umieć właściwie i bez stresu na nie zareagować . 

Wspomniane przykłady sygnalizują już, że o wirtualnej rzeczywistości najczęściej wspomina się w kontekście wiedzy praktycznej. Tak jest również, gdy mowa o coraz popularniejszej nauce języków obcych w cyfrowym świecie. Ma to swoje uzasadnione podstawy, co udowodnili naukowcy z Uniwersytetu Maryland. Przeprowadzili badania, które wskazują, że wykorzystanie VR podczas nauki o niemal dziesięć procent zwiększa efektywność naszej pamięci. Tym samym łatwiej o utrwalenie charakterystycznych dla obcego języka słów, zwrotów, zasad gramatyki i fonetyki. W szkołach i na uczelniach testowane są obecnie aplikacje dedykowane pod urządzenia VR, dzięki którym studenci mogą przenieść się do wybranej części świata i w typowo życiowych sytuacjach, jak zakupy czy rozmowa z napotkanym na ulicy turystą, ćwiczyć znajomość języka obcego. Aktywnie stawia się też na współpracę pomiędzy przedstawicielami różnych nacji – w wirtualnych klasach bez problemu wspólnie uczą się i uczestniczą w aktywnościach mieszkańcy różnych krajów, doskonaląc komunikację interpersonalną. 

Gdybym jednak miał wskazać jeden przykład najmocniej oddziałujący na moją wyobraźnię, postawiłbym na wirtualne laboratorium VR australijskiej państwowej uczelni wyższej Deakin University. Funkcjonująca w Geelong placówka umożliwia studentom położnictwa poszerzanie wiedzy i zdobywanie praktycznych doświadczeń w symulowanych sytuacjach, które czekają ich w szpitalach. Zastosowane technologie pozwalają przeprowadzać zabiegi i za pomocą sensorów dbać o realizm symulacji. Jednocześnie dostępna jest opcja kreowania specjalnych scenariuszy, które w inny sposób byłyby niemożliwe do odtworzenia, jak choćby ten z koniecznością odebrania porodu podczas awarii prądu w całym obiekcie. Medycyna stanowi sektor, w którym tych szans, dzięki VR, jest szczególnie wiele. Technologia otwiera możliwości praktycznego trenowania na przypadkach trudnych, rzadko spotykanych, na których napotkanie podczas swojej kariery specjaliści czasami musieliby czekać długimi latami.  

VR, gdy ryzyko jest wyższe

Wirtualna rzeczywistość coraz mocniej zaznacza swoje miejsce w tak zwanych high-consequence industries, a więc sektorach, w których wszelkie pomyłki są wyjątkowo niebezpieczne i kosztowne. Organizacje traktują ją jak perfekcyjne narzędzie, by ograniczyć straty wynikające z ewentualnych błędów popełnianych przez zbierających doświadczenia pracowników. Dla samych inżynierów, kierowców czy pilotów to z kolei okazja, by w mniej stresujących i przede wszystkim bezpieczniejszych warunkach doskonalić swoje umiejętności. Nie ukrywam, że z entuzjazmem przyjmuję doniesienia, mówiące o aktywnym wykorzystywaniu VR w armiach czy specjalnościach o dużej ekskluzywności, dzięki którym rośnie liczba wykwalifikowanych i świadomych zagrożeń ekspertów. 

Możliwe jest to tym bardziej, że wirtualnej rzeczywistości możemy już ufać i traktować ją jako realnie sprawdzające umiejętności osób narzędzie treningowe. W tym dynamicznym rozwoju aplikacji i urządzeń VR jesteśmy już na etapie, gdy z powodzeniem możemy ją stosować jako certyfikowane narzędzie szkoleniowe w przypadku nawet bardzo odpowiedzialnych profesji. Takim przypadkiem jest choćby symulator zatwierdzony przez szwedzką administrację morską (Sjöfartsverket), który umożliwia szkolenie oficerów pokładowych. Za pomocą aplikacji mogą przechodzić przez rozmaite scenariusze na cyfrowych wodach podbiegunowych i właściwie przygotować się do reagowania na nie. Możecie wierzyć lub nie, ale to, nomen omen, tylko czubek góry lodowej zastosowań wirtualnej rzeczywistości, które się już teraz są wdrażane lub realnie rozważane. A będzie ich z każdym miesiącem więcej. Boom nastąpi wraz z upowszechnieniem tactile internet, w którym tak nauka, jak i sprawdzanie wiedzy, będzie pełniejsze oraz dokładniejsze.

Drugi Renesans

Wirtualna rzeczywistość nie pozwala nam może automatycznie przyswajać wiedzy. Nie dociera do nieznanych naukowcom zakamarków mózgu i nie odblokowuje w kilka sekund potencjału każdego człowieka. Trudno jednak nie doceniać ułatwień, które przynosi użytkownikom indywidualnym i firmom. W świecie cyfrowym, jak Neo w Matriksie, możemy się rozwijać i stawać lepsi każdego dnia. Miejmy tylko nadzieję, że ten obserwowany przez nas rozkwit nie będzie miał wiele wspólnego z poprzedzającym stworzenie Matriksa Drugim Renesansem…