Rowerem przez świat – Maciej Raniszewski #ExceptionalPeople

share
Wyzwanie to jego drugie imię. Nie lubi, gdy jest zbyt łatwo, bo łatwo znaczy nudno. Próba zrozumienia teorii chaosu, przypadkowa (!) wspinaczka na jeden z alpejskich szczytów czy rowerowa przejażdżka amerykańską autostradą? To coś dla niego! Poznajcie Macieja Raniszewskiego, Inżyniera Oprogramowania z GlobalLogic Koszalin.

Cześć Maciej! Opowiedz nam o swoich dwóch największych pasjach.

Wszystko kręci się wokół podróży rowerowych i rozwiązywania problemów matematycznych.

OK, to dwa bardzo różne hobby. Jak pojawiły się w twoim życiu?

Wszystko zaczęło się już w dzieciństwie. Pewnego dnia zobaczyłem transmisję telewizyjną z festiwalu w Cannes – palmy, plażę – i pomyślałem: Kiedyś tam pojadę. Kilka lat później tak się stało. Jeśli chodzi o matematykę, to po prostu zawsze chciałem znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Prawdopodobnie większość dzieciaków taka jest. Ta ciekawość może nas zaprowadzić w bardzo różne miejsca.

A dokąd zaprowadziła ciebie?

Do imponującej biblioteki mojego ojca. To było naprawdę ciekawe, bo tata miał książki z wielu różnych dziedzin, a ja lubiłem dużo czytać. W poszukiwaniu wiedzy czytałem wielotomową encyklopedię, bo Internet wtedy nie istniał, a przynajmniej nie w moim świecie. Kiedyś natknąłem się na książkę „Mikrokomputer. Elementy, budowa, działanie” i tam właśnie po raz pierwszy zobaczyłem kod binarny. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Możliwość wykonywania obliczeń za pomocą tylko dwóch cyfr wydawała mi się czymś niesamowitym!

A jednak nadal szukałeś odpowiedzi, prawda?

Dokładnie tak. Ale im więcej informacji zdobywałem, tym więcej pojawiało się nowych pytań. Nie byłem w stanie dostrzec kresu moich poszukiwań. Byłem strasznie sfrustrowany i naprawdę się załamałem, kiedy w końcu zrozumiałem, że książki nie mają wszystkich odpowiedzi, a świat – w matematycznym sensie – jest nieobliczalny. Żałuję, że w ogóle otworzyłem książkę o teorii chaosu. Czasami lepiej jest nie wiedzieć. Już wcześniej trapił mnie problem nieliniowości, a wówczas doszły jeszcze efekt motyla i dziwne atraktory.

Teoria chaosu, efekt motyla, dziwne atraktory. To bardzo złożone koncepcje. Czy trapiły cię również jakieś łatwiejsze kwestie?

Zasadniczo nie. Zacząłem zgłębiać tematy związane ze złożonością obliczeniową i wymyślać nowe algorytmy w nadziei, że istnieje jakaś obliczeniowa droga na skróty, która pomoże mi lepiej zrozumieć systemy nieliniowe. Wszystko to czasem wciąga, a czasem frustruje. Na przykład kiedy odkrywasz niezwykłe narzędzia matematyczne, takie jak twierdzenie Pólyi czy algorytmy holograficzne.

Dość o teorii chaosu. Rozumiem, że ciekawość zaprowadziła cię również w kilka bardzo interesujących miejsc na świecie?

Tak. Po skończeniu studiów kupiłem namiot, wsiadłem na rower i postanowiłem podróżować po świecie. To najlepsza opcja, jeśli chcesz podróżować tanio. Chociaż z mojej pierwszej podróży musiałem wrócić dość szybko, bo po drodze zaczęły kończyć mi się pieniądze.

Gdzie pojechałeś potem?

Na Lazurowe Wybrzeże, więc moje marzenie się spełniło! To było niesamowite. Pierwsze wakacje pod prawdziwymi palmami. A potem zakochałem się w Hiszpanii.

Więcej tam chaosu niż we Francji?

Możliwe… Dużo ciekawiej było podróżować po całym kraju i zatrzymywać się w różnych miejscach. Każdy dzień krył w sobie niespodziankę. Nigdy nie wiedziałem, co się wydarzy i gdzie będę spał. A to był dopiero początek moich rowerowych wypraw. Zwiedziłem Niemcy, Francję (w tym Martynikę i Gwadelupę), Hiszpanię (w tym Teneryfę), Gibraltar, Austrię, Włochy, Monako, Belgię, Holandię, Luksemburg, Szwajcarię, Egipt, Stany Zjednoczone i Bahamy.

A co najbardziej utkwiło ci w pamięci podczas tych podróży?

Na pewno niezapomniane były spotkania z lokalnymi zwierzakami. Raz usiadłem na ziemi, by zjeść obiad i gdy wstałem, to zobaczyłem, że obok mnie siedziała wielka jak dłoń trantula. Dobrze, że te pająki nie są groźne dla człowieka. Innym razem znalazłem małego skorpiona pod namiotem, a raz na Gibraltarze małpa chciała ukraść mi chleb. Trochę się z nią posiłowałem i odpuściła. 🙂

Utkwił mi też w pamięci przejazd przez pustynie Mojave w Kalifornii i Sonora w Arizonie. Ponad 40 stopni Celsjusza, duże odległości między sklepami (np. 50 km do najbliższego miejsca, w którym mogłem kupić butelkę wody), czasem brak najmniejszego cienia w zasięgu wzroku. To była prawdziwa przygoda! Musiałem przestawić się na tryb nocny, bo w nocy było znacznie chłodniej (ok. 30 stopni).

Myślałam, że lubisz taki upał. Czy nie wspinałeś się też na wulkany?

Tak, próbowałem wejść na wulkan na Martynice, ale musiałem odpuścić. Był też wulkan na Gwadelupie i na niego udało mi się już wejść.

Co najtrudniejszego zdarzyło ci się podczas podróży?

Do największych wyzwań zaliczam jazdę na rowerze amerykańską autostradą, jazdę na rowerze po amerykańskich pustyniach w środku lata, wielokilometrową wspinaczkę na Teneryfie, spanie w namiocie przy temperaturze poniżej zera oraz nadejście nagłej burzy tropikalnej w momencie, gdy nie miałem gdzie się schować.

Niesamowite. Jak poradziłeś sobie z tymi wszystkimi trudnościami, będąc w trasie?

Często w Kalifornii i Arizonie pomagali mi ludzie, których spotykałem na swojej drodze, co nadawało moim podróżom dodatkowego kolorytu.

Na przykład?

No cóż. Na przykład gdy jechałem przez pustynie w Kalifornii i Arizonie, kierowcy często zatrzymywali się i dawali mi wodę (a raz nawet piwo). Dostałem także worek lodu, kanapkę i 20 dolarów. Ludzie w Stanach czasem wdawali się ze mną w pogawędki. Jeden z nich (były więzień) opowiedział mi praktycznie całe swoje życie. Inny zaproponował, że wrzuci mój rower na pakę swojego pickupa i podwiezie mnie. Prawdopodobnie założył, że skoro jadę na rowerze, musiało mi się przydarzyć coś złego – myślał, że jestem po prostu biedny.

Czasami ludzie dziwili się, że przejechałem odległość pomiędzy Miami a Key West czy pomiędzy Miami a West Palm Beach. Prawie nikt w Stanach nie pokonuje na rowerze tak długich dystansów (szczególnie na południu), ale raz udało mi się spotkać samotnego podróżnika – takiego jak ja. Zapytał mnie, jak daleko jest do sklepu, w którym mógłby kupić wodę (rzecz działa się na pustyni).


To wszystko brzmi fantastycznie… Mam wrażenie, że moglibyśmy rozmawiać o twoich przygodach godzinami. Może trzeba będzie pomyśleć o sequelu. 🙂

Autor

Monika Malucha

Senior Marketing Specialist

Zobacz artykuły

Kategoria artykułu

Inne kategorie na blogu:

Popularni autorzy

Marcin Medyński

Marcin Medyński

Consultant

Patryk Siedlecki

Patryk Siedlecki

Software Engineer

Piotr Doskocz

Piotr Doskocz

Lead Software Engineer

Piotr Andrusiuk

Piotr Andrusiuk

Senior Project Manager

Monika Malucha

Monika Malucha

Senior Marketing Specialist