Szybowce to moje życie – Mateusz Zakrzewski #ExceptionalPeople

share

Szybowce to moje życie

_________________________________________________________________________________

Poznajcie Mateusza Zakrzewskiego, konsultanta z naszego biura w Bydgoszczy, a prywatnie mistrza szybownictwa z najwyższą, złotą odznaką z trzema diamentami, a oprócz tego instruktora, działacza i popularyzatora tego sportu. Opowiedział nam o swojej pasji oraz o największych przygodach i osiągnięciach.  Zapraszamy do lotu w chmurach 🙂

_________________________________________________________________________________

Skąd u Ciebie zainteresowanie samolotami i szybownictwem?

Wszystko zaczęło się od mojego taty, który pracował wiele lat w liniach lotniczych, jako menadżer stacji na John F. Kennedy International Airport w Nowym Jorku. Dzięki temu miałem darmowe bilety lotnicze i często do niego latałem. Od małego byłem więc blisko lotnictwa i odkąd pamiętam ciągnęło mnie do samolotów. W 2007 r. rozpocząłem podstawowe szkolenie szybowcowe. Szybko okazało się, że jest to bardzo uzależniające zajęcie i ta przygoda trwa już ponad 14 lat. 

Jak wygląda szkolenie szybowcowe?

Szkolenie jest wieloetapowe i trwa w sumie około dwóch lat. Najpierw trzeba zrobić licencję pilota szybowcowego. Rozpoczyna się od szkolenia podstawowego, gdzie wykonuje się 40-50 lotów z instruktorem, a potem 10 samodzielnie. Zwykle zaczyna się od nauki lotów za wyciągarką oraz uczy się obsługi i procedur i nabiera wprawy podczas szybkich i stromych startów. Następnie loty z instruktorem przeplatają się z tymi samodzielnymi. Kolejnym etapem jest szkolenie z wykorzystaniem innych form startu – na przykład holu za samolotem.

Potem trzeba opanować lądowania w terenie przygodnym, ponieważ szybownictwo jest mocno uzależnione od pogody i nie zawsze uda się ukończyć wyznaczone zadanie w założonym miejscu. Wtedy lądujemy zazwyczaj na jakimś polu uprawnym i trzeba wiedzieć jak cało i zdrowo ukończyć lot. Ostatnią fazą są loty z wykorzystaniem prądów konwekcyjnych, czyli lotów termicznych. Jest to taki typ lotów, który pozwala pokonywać duże odległości i spędzać w powietrzu wiele godzin bez silnika. 

Zakończyłeś szkolenie i co działo się dalej?

Potem rozpocząłem starty zawodnicze i od tamtej pory większość swojego urlopu biorę po to, aby jechać na zawody szybowcowe.

Ile czasu pochłania ten sport?

Moje zaangażowanie w ten sport jest spore, ponieważ jestem nie tylko zawodnikiem, ale też instruktorem i członkiem komisji szybowcowej aeroklubu polskiego. To jest taki organ doradczy zarządu aeroklubu polskiego, który odpowiada m.in. za regulaminy zawodów i skład kadry narodowej. Dodatkowo, od ponad 9 lat jestem też członkiem zarządu mojego aeroklubu bydgoskiego. 

Na pewno ciężko w związku z tym łączyć życie rodzinne z szybownictwem i pracą zawodową?

Tak, zdecydowanie, pod względem urlopów jest to dla mojej rodziny na pewno bolesny temat. Jeśli chodzi o same zawody, to w praktyce wygląda to tak, że co najmniej dwa razy w roku mam starty. Każda z tych imprez pochłania średnio dziewięć dni. 

Czy mógłbyś opowiedzieć jakie są Twoje osiągnięcia w szybownictwie?

Na koncie mam najwyższą odznakę – złotą odznakę z trzema diamentami. Zazwyczaj kończę zawody w Polsce w pierwszej dziesiątce.

Wow, Twoje osiągnięcia są imponujące. Gratulacje! A jak Polska plasuje się w tym sporcie na świecie?

Mamy szybownictwo na najwyższym, światowym poziomie oraz wielu utalentowanych i utytułowanych pilotów. Przez dłuższy czas nasi szybownicy plasowali się na pierwszym miejscu w ogólnoświatowym rankingu. Aktualnie zdeklasowali nas Niemcy, ale różnica między nami jest bardzo niewielka, więc na pewno odrobimy pozycję. Wśród najbardziej znanych polskich zawodników są np. Sebastian Kawa, który zdobył aż 32 medale Mistrzostw Świata i Europy, w tym 15 złotych z MŚ, a także Tomasz Rubaj, również z ogromnymi sukcesami i wieloma trofeami na koncie. Na co dzień latają oni w innych klasach szybowców (w zależności od tego, jaki jest ich typ konstrukcji, rozpiętość skrzydeł, czy mają klapy).

Dla przykładu, Sebastian w danym roku startuje w klasie 18 metrów, a Tomasz w klasie 15 metrów. Wtedy nie konkurują ze sobą, ale podczas Mistrzostwa Polski wszyscy ci zawodnicy startują w tej samej imprezie, co oznacza, że poziom mistrzostw w Polsce jest wyraźnie wyższy niż mistrzostw świata. W związku z tym, w praktyce wszyscy którzy się zakwalifikują na zawody w Polsce, reprezentują bardzo wysoki poziom. 

Opowiedz proszę co Cię najbardziej fascynuje w szybownictwie?

Jest to piękna dyscyplina, która łączy doznania estetyczne, ze względu na spektakularne i zapierające w piersi widoki, które możemy oglądać z góry, z bardzo taktyczną grą. Turniej polega na tym kto lepiej odczyta pogodę i zarządzi ryzykiem. Trzeba wiedzieć, jak się zachować przy określonej pogodzie, przewidzieć jak ona może się rozwinąć i jakie ryzyko można podjąć, aby nie wylądować w polu i wygrać z innymi. To wszystko wymaga doświadczenia i treningów.

Co jeszcze Cię zachwyca się w tym sporcie?

Fascynujący są ludzie, ze sporą wyobraźnią. Można spotkać przedstawicieli różnych profesji. Ciekawostką jest, że około ¾ z nich to kapitanowie linii lotniczych. 

Jak liczne jest to środowisko szybowników w Polsce?

Nie jest to duża grupa. Zawodników jest ok.300, a całe środowisko w naszym kraju liczy max 5-6 tys. osób.

Pewnie więc wszyscy się dobrze znacie?

Tak, zdecydowanie. Spotykamy się regularnie na zawodach. 

Jak to się dzieje, że szybowce latają tak wysoko bez silnika? Czy mógłbyś zdradzić jak to robicie?

Szybowce wykorzystują tzw. prądy konwekcyjne, czyli pionowe ruchy powietrza, które wytwarzają się w słoneczne dni poprzez nagrzanie ziemi. W miejscach, gdzie teren nagrzewa się najmocniej, również najintensywniej ogrzewa się od niego powietrze, które unosi się do góry w formie wznoszącego się wirującego słupa cieplejszego powietrza, tzw. „komina termicznego”. Nad kominem termicznym zwykle pojawia się chmura typu cumulus, a dzieje się tak na skutek przekroczenia przez wznoszące i stopniowo ochładzające się powietrze poziomu kondensacji. Właściwość tę wykorzystuje się m.in. w szybownictwie w celu nabierania i uzupełniania wysokości. 

Niesamowite. Mateusz, a Twój najbardziej pamiętny lot to…

Na pewno w pamięci zostaje pierwszy samodzielny lot. Z pewnością moje diamentowe loty. Pamiętam też jedną konkurencję na zawodach w Lesznie, w której udało mi się bardzo dobrze polecieć, wyraźnie lepiej niż cała stawka. Średnia prędkość w tej konkurencji wynosiła ok. 80 km/godz, a mnie udało się uzyskać ponad 100 km/godz. To był o tyle ciekawy lot, że odbywał się na wałku burzowym. Myśleliśmy nawet, że nie uda się rozegrać konkurencji tego dnia. Miałem też fajny lot kiedyś w Kalifornii, z super widokami. U poprzedniego pracodawcy byłem przez jakiś czas na projekcie w Stanach i nie omieszkałem polatać również w tamtych warunkach. Trzeba jednak przyznać, że mają tam dużo gorszy sprzęt niż w Polsce. 

A twój ekstremalny lot i największe wyzwanie?

Pokonanie trasy 750 km. Wymagało to długiego dnia termicznego.

Niesamowite, a gdzie najczęściej latasz?

Trasy typowo treningowe dla szybowca, którym latam, to ok. 300-500 km. Latam głównie do 150 km od Bydgoszczy, w różne strony. Jest to trasa przeważnie po trójkącie lub przez trzy punkty zwrotne.

Jakie widoki najbardziej cię zachwycają?

Z Bydgoszczy latamy bardzo często w Bory Tucholskie. Jest to ciekawy kompleks leśny, który ma genialne warunki termiczne. Z powietrza wygląda bardzo spektakularnie i robi niesamowite wrażenie. Bardzo fajnie też lata się na Mazury. Nad morze nie latamy, ponieważ bryza i silne powietrze gaszą termikę. Ciężko tam trafić z pogodą, aby móc zbliżyć się szybowcem do morza. 

Jeśli chodzi o koszt, czy jest to zajęcie dla każdego?

Koszty nie są niskie, ale w porównaniu z innymi dyscyplinami nie są najwyższe. Żeby się wyszkolić do licencji potrzeba 8-10 tys. zł. Szkolenie trwa dwa lata, więc koszty te rozkładają się w czasie. Kiedy mamy już licencję, start za wyciągarką kosztuje ok. 40 zł, w zależności od klubu. Wynajęcie szybowca to cena ok. 100 zł/godz.

Szybownictwo to jednak ekstremalny sport, powiedz proszę jak często zdarzają się wypadki i z czego one wynikają?

Średnio raz na rok zdarza się wypadek śmiertelny. Dość często są to wypadki w trakcie szkolenia. Jest niepisana zasada, że od momentu zrobienia licencji do wylatania 200 godz. jest się w tzw. strefie śmierci. Pilotowi wydaje się wtedy, że już coś potrafi, ale tak naprawdę jego kompetencje są ciągle bardzo niskie. Jest to najbardziej niebezpieczny czas latania i trzeba być bardzo czujnym. 

Masz niesamowite hobby i fascynujące przygody. Zejdźmy teraz trochę na ziemię. Na koniec opowiedz proszę czym się zajmujesz w naszej firmie?

Na co dzień pracuję w biurze w Bydgoszczy, jako konsultant/deweloper specjalizujący się w oprogramowaniu na iOS. Zostałem zatrudniony trzy lata temu w lipcu i byłem pierwszym pracownikiem tejże lokacji. 

_________________________________________________________________________________

Bardzo dziękujemy za interesującą rozmowę i życzymy samych szczęśliwych lotów!

_________________________________________________________________________________

Jeśli chcesz dołączyć do nas i pracować z ludźmi pełnymi pasji, takimi jak Mateusz, sprawdź naszą sekcję Kariera 🙂

Autor

GlobalLogic Poland

Zobacz artykuły

Kategoria artykułu

Inne kategorie na blogu:

Popularni autorzy

Marcin Medyński

Marcin Medyński

Consultant

Patryk Siedlecki

Patryk Siedlecki

Software Engineer

Piotr Doskocz

Piotr Doskocz

Lead Software Engineer

Piotr Andrusiuk

Piotr Andrusiuk

Senior Project Manager

Monika Malucha

Monika Malucha

Senior Marketing Specialist

Archive

Check out our previous articles

Load Archives